SosnaMoja z nimi przygoda zaczęła się w Przemyślu. Zaznaczyć należy, że zawsze lubiłem mieć w pokoju różne przejawy twórczości Mateńki Natury – kamienie, suszki kwiatowe, muszle i takie tam inne osadniki kurzu 😉
Tak i będąc onegdaj w Przemyślu na bazarze zauważyłem u pewnej kobiety zza wschodniej granicy szyszkę leżącą w pudle wespół z innymi rupieciami. Szyszka ta o tyle przykuła mą uwagę, że była dużo większa od pięści….takich u nas nie ma. Oko biologa zabłysło i zaczęło się grzebanie w pudle. Koniec końców z naręczem rozmaitych szyszek wróciłem do domu rozpoczynając mini-zbiór tych zdrewniałych kwiatów żeńskich.
P
otem, bywając w różnych miejscach już inaczej patrzyłem na szyszki. Ot, choćby moje ukochane Bolestraszyce koło Przemyśla – w tutejszym arboretum prowadzonym przez duchem mu oddanego doktora Pióreckiego, wielość drzew powodowała częste moje schodzenie z wyznaczonych ścieżek (pewnie zły to proceder). Wtedy to kieszenie napełniały się szyszkami. Każde drzewo iglaste ma swoje unikatowe szyszki, po których to można rozpoznać gatunek i chętnie poznam ten świat. Zapraszam do współpracy i wymiany doświadczeń.