Umierająca cerkiew….

Droga Przemyśl-Bircza, wiodąca dalej, ku rostomiłym mym Bieszczadom. Jednak ten pierwej wspomniany odcinek jest tu ważny. Onegdaj byłem na jakimś tam wyjeździe organizowanym przez PTTK, który to traktował o sakralnym budownictwie wzniesionym w drewnie. Droga ku Birczy pobiegła sobie swoim traktem, zaś my odbiliśmy w jakieś poboczne opłotki.

Chyrzynka – kręto, ciasno. Bóg zapomniał o tym zakątku, a może tak po prawdzie, to właśnie tutaj Bóg skrył się przed nawałem problemów, patrząc na ten dziwny kraj. Urokliwa, cicha kraina Pogórza Przemyskiego, chłodzona Sanem wijącym się między wsiami, łąkami, lasami…..Dzikie, stare sady, bogate w jakże dobre, smakowite, ale zapomniane przez naszych gospodarzy, odmiany jabłoni i grusz. Zarośnięte ogrody, stare domy, chylące się w starczym artretyzmie płoty. Wszędy cicho, spokojnie, daleko do zgiełku. Kres drogi, i to taki prawdziwy kres. Dalej już tylko prom przez San….droga się urywa. Koniec świata. Po wyjściu z autobusu poszliśmy zapomnianą, pylistą drożyną wśród cudownych, dzikich ziół. Potem już przez tenże burzan trzeba było się przedzierać, bo dorównywał rosłością człowiekowi, a droga umknęła w niebiosa…..Wśród tegoż burzanu stała szczerbata, murowana dzwonnica, którą dawno okradziono z duszy – była bezdzwonna.

dzwonnica, szczerbata niemowa

 

Do niej przytulona była drewniana, garbata cerkiew, jakby szukała oparcia w jej kamiennych posadach. Biedniutka Ona, okaleczona, odarta z dawnej boskiej chwały. Dumna była jeno nazwa – p.w. Szymona Słupnika.

cerkowka z cmentarza

Tyle. Ślepe okna, kalekie, wyłamane drzwi. Do nich to wiodą ledwo w ziołach widoczne schody w kamieniu kute; wypaczone, kostropate mchem i porostami.

schody do zapomnianego Boga

Wszedłem cicho w drzwi, drzwi przez które wiele, wiele lat wchodzili pokornie ludzie, by z Bogiem się spotkać. Jest coś w starych świątyniach. To coś, co każe człowiekowi ściszyć głos, niemal zamilknąć. Nowoczesne budownictwo jakoś nie potrafi wytworzyć takiego majestatu, niema tej mocy. W starych kościołach wbudowana , wmalowana jest cisza i majestat. Sam krok wchodzącego odbijany echem jest dostojny. Nikt nie wpada galopem do takiego wnętrza. Przed drzwiami automatycznie wyhamowuje się i z cicha, z wolna wchodzi w chłód murów, w ten specyficzny zapach odwiecznego odymiania kadzidłem. Ze wszystkich stron opiekuńcze spojrzenia świętych prowadzą człowieka. Niestety, dość często spotyka się obecnie świątynie zamknięte. Otworem stają dopiero przed nabożeństwem…..to tylko świadectwo tego, że nawet Święci nie są już w stanie upilnować tych, którzy wchodzą do Ich domu. Dziś w kościołach potrzebne są kraty i kłódki. Nawet taka opisana tu martwa już cerkowka wymusza na człowieku cichą pokorę i zadumę. Odarta ze wszystkiego, niczym Chrystus pod krzyżem, jest mimo wszystko majestatyczna swym Bogiem malowanym na sklepieniu i szeregiem świętych stojących w ordynku na ścianach. Cerkiew umiera, jednak nadal jest pełna majestatu. Jezus jak umierał, też był majestatyczny na Swym krzyżu i w majestacie ku Niebu wstąpił……

Wnebowstupenije - plafon

Tu nie można butnie trzymać głowy. Tu człek musi łeb pochylić…..chyba że nie jest człowiekiem.

Ciasne drzwi , ciasny babiniec i przede mną otworzyła się nawa. Już w babińcu dało się zauważyć nieodwracalne poczynania czasu.

zapomniane drzwi w babińcu

Tu ziała w górze obskurna dziura, wiodąca na chór, z którego onegdaj pieśni z serca płynęły.

chór - wejście od przedsionka

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Podłoga zdarta, drzwi wydarte, wszędy brud sromotny. Śladem dawnego życia jest tutaj wypalony napis na framudze drzwi, przypominający nam o tym, kto fundował tę cerkiew – Adam Starżyński.

Adamowi Starzeńskiemu - fundatorowi cerkwi

Do nawy tedy wchodzi się z niepokojem. Onegdaj ciżba ludzka wypełniała to wnętrze, przed nimi jaśniał cudowny ikonostas, po którym teraz został jeno szkielet.

 

był ikonostas....

Teraz to pusty pokój z powybijanymi oknami, przez które deszcz, śnieg i wszelkie inne dopusty dokonują dzieła dobicia cerkwi. Tu jedynie ścian nie udało się ukraść. I na nich to cicho trwają Ci, którzy pamiętają przychodzących tu onegdaj po pociechę i wsparcie. Ewangeliści ze ścian powoli blakną, ulegają ciągłej pracy korników i zgubnemu działaniu wszelkich dopustów pogodowych.

św. Jan

Św. Jan Ewangelista

św. Marek

Św. Marek Ewangelista

św. Łukasz

Św. Łukasz Ewangelista

św. Mateusz

Św. Mateusz Ewangelista

Nad całością ze sklepienia nadal czuwa Bóg, jednak widać iż tutaj niestety jest już bezsilny. Jego cerkwi nikt już nie uratuje.

Bóg 1

Można by, jednak nie są czynione nijakie ruchy w tym kierunku. Wszyscy czekają, aż cerkiew po prostu umrze samoistnie. Przykre, ciche przyzwolenie. Mienimy się narodem kulturalnym, dbałym o spuściznę przodków, dumnym ze swej historii. Co raz częściej grzebiemy w zaprzeszłościach i szukamy różnych antenatów, tworząc dumne drzewa rodowe. Ale o tym, że może ktoś z naszych praszczurów stał w pokorze przed chyrzyńskim ikonostasem, to już nikt nie pomyśli. Ile ja już takich cerkwi widziałem, ile cmentarzy, kaplic. Jedno je łączy – są obrządku wschodniego. A gdzież to podziała się słynna polska tolerancja?! Niestety, nie jest to świadectwo kultury. Przecie tu nasi dziadowie modlili się, tu leżą Ich kości. To byli kiedyś ciałem, a nadal są duchem ludzie. Mam cichą nadzieję, że znajdzie się wreszcie ktoś, kto przygarnie Charzyńską cerkiew do jakiegoś skansenu i nie pozwoli staruszce oddać ostatniego tchnienia pośród zielonego burzanu na końcu zapomnianej gliniastej drogi. Będę mocno wdzięczny, za wszelakie informacje na jej temat.

mazepus1@gmail.com

Jedna myśl nt. „Umierająca cerkiew….”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *